Dobry ojciec, Diane Chamberlain

DSC03953Co sprawia, że stajemy się dobrymi rodzicami? Ile jesteśmy w stanie poświęcić, by zapewnić lepsze życie swojemu dziecku? Tego typu pytania nasuwają się podczas lektury powieści Diane Chamberlain Dobry ojciec. Z twórczością autorki spotkałam się już wielokrotnie i do tej pory nie zawiodła moich oczekiwań. Jak było tym razem?

Travis samotnie wychowuje córeczkę Bellę, życie go jednak nie rozpieszcza. Jest bez pracy, nie ma pieniędzy, a nagły pożar niszczy wszystko, co posiadał. Początkowo wynajmuje przyczepę, a kiedy kończą mu się pieniądze zmuszony jest zamieszkać z córką w samochodzie. Długo nie może znaleźć pracy, nie stać go na utrzymanie, więc kiedy dostaje propozycję pracy początkowo bardzo się cieszy, potem jednak ma wątpliwości, gdyż zajęcie którego ma się podjąć nie jest legalne, ale w jego przypadku to jedyna możliwość by stanąć na nogi. Brak perspektyw, pieniędzy i głód sprawiają jednak, że mężczyzna decyduje się na krok, który całkowicie odmieni jego życie.

W drugiej historii poznajemy Robin, narzeczoną Dale’a, który kandyduje na stanowisko burmistrza. Kobieta jest po transplantacji serca, marzy o dziecku, jednak w jej przypadku ciąża jest bardzo niebezpieczna. Rodzina Dale’a uwielbia Robin, jednak ona nie jest z nimi do końca szczera. Żyje w kłamstwie, wymazała z pamięci część swojej przeszłości, wie że ujawnienie jej oznaczałoby koniec idealnego życia przy boku Dale’a.

Autorka doskonale gra na emocjach czytelnika, na każdej stronie skłania do refleksji, co zrobilibyśmy na miejscu bohaterów. Czy postąpilibyśmy tak samo? Co znaczy być dobrym rodzicem? Czy ukrycie prawdy jest równie złe jak kłamstwo w żywe oczy? Które z nich bardziej rani? W literaturze często pojawia się wątek miłości macierzyńskiej, jednak o uczuciach ojcowskich pisze się zdecydowanie rzadziej. Diane Chamberlain podejmuje ten temat i radzi sobie z nim doskonale. Bella jest dla Travisa wszystkim, świata poza nią nie widzi, zrobiłby dla niej wszystko. Opiekuje się nią z taką czułością, że chwyta za serce i zmusza do refleksji nad istotą i pięknem rodzicielstwa. Zagłębiając się w jego historię, podziwiałam go za poświęcenie i oddanie córce. Bo który mężczyzna w wieku dziewiętnastu lat dobrowolnie podjąłby się samotnemu wychowaniu dziecka? Zaimponowała mi jego dojrzałość i odpowiedzialność, ale musiałam zatrzymać się przy kolejnych dylematach. Bo czy bieda i głód usprawiedliwiają, to co zrobił? Autorka nie próbuje tłumaczyć postępowania Travisa, nie usprawiedliwia go, udowadnia jednak że nie miał innego wyjścia. Pokazuje jak ważna jest umiejętność dojrzenia drugiego dna w każdej sytuacji. Uświadamia, że nic nie jest wyłącznie tylko czarne albo białe i żeby kogoś ocenić, trzeba poznać jego historię od początku do końca. Wtedy łatwiej będzie nam zrozumieć motywy jego postępowania. Porusza również temat żałoby po stracie dziecka, pokazując jak bolesny i skomplikowany jest powrót do normalności, jak trudno rodzicom porozumieć się i żyć dalej.

To piękna i wzruszająca opowieść o wyrzutach sumienia, tajemnicach przeszłości i desperacji. O miłości do dziecka i tym, jak wiele jesteśmy w stanie zrobić, by zapewnić mu bezpieczeństwo i normalne życie, bo w miłości rodzicielskiej nie ma granic. To książka o poszukiwaniu siebie, o trudnych wyborach, przed którymi stawia nas los i własnych wartościach. To one nas kształtują, określają kim jesteśmy w życiu i jak traktujemy innych ludzi. Najważniejsze, by być uczciwym względem samego siebie, to decyduje o tym, jak postrzegamy świat, który nas otacza. Polecam i gwarantuję, że historia opowiedziana na kartkach powieści Dobry ojciec, zostanie w Waszych sercach na długo.

Reklamy

Mój na zawsze, Ann Bauer

moj na zawszeZ nazwiskiem Bauer spotkałam się po raz pierwszy. Do tej pory nie słyszałam o autorce ani o jej książkach, ale kiedy zobaczyłam w księgarni powieść Mój za zawsze, zaintrygowała mnie kobieta z okładki. Siedzi bokiem, z odwróconą głową, jakby chciała coś ukryć. Wzbudziła moje zainteresowanie do tego stopnia, że zapragnęłam poznać jej tajemnicę.

Carmen jest mężatką, poznajemy ją w momencie kiedy umiera jej mąż Jobe, który chorował na nowotwór. Kobieta nie rozpacza, wręcz przynosi jej to ulgę. Wreszcie następuje to, na co tak długo czekała. Nie może w to uwierzyć, lecz pomału dociera do niej, że to już koniec ich wspólnego, zakłamanego życia. Książka zaczyna się bardzo nietypowo, co czyni ją jeszcze bardziej interesującą. Nie mogłam uwierzyć w to, co czytam. Dlaczego bohaterka cieszy się ze śmierci męża? Co takiego wydarzyło się w ich życiu?

Historię życia Carmen poznajemy na zasadzie retrospekcji, przeszłość przeplata się z teraźniejszością. Poznaje Joba w czasach studiów, w momencie kiedy ktoś kradnie jej portfel. Dziewczyna zostaje bez pieniędzy, dokumentów, w obcym mieście. Jobe pomaga jej wtedy, wyciąga pomocną dłoń i tak zaczyna się ich znajomość. Z czasem okazuje się, że pochodzą z dwóch różnych światów – ona pochodzi z robotniczej rodziny, nie stać jej na opłacenie studiów, on jest bogatym, porządnym chłopakiem, ze świetlaną przyszłością. Job szybko zakochuje się w Carmen, ona jest mu wdzięczna za pomoc, ale nie kocha go. Brakuje jej spontaniczności, szaleństwa, z każdym dniem nabiera przekonania, że Jobe nie jest mężczyzną dla niej, nie ma jednak odwagi by od niego odejść i ostatecznie decyduje się zostać jego żoną. Uważa, że jest mu to winna i liczy, że z czasem go pokocha. Po ślubie nic się nie zmienia, małżonkowie prowadzą życie na pokaz. Mają kupę pieniędzy i mogliby robić co tylko chcą, a siedzą tylko w domu lub chodzą na sztywne przyjęcia. Nie mają wspólnych zainteresowań, nic ich nie łączy. Carmen chce zostawić męża, lecz za każdym razem coś staje jej na drodze. By wytrwać w małżeństwie, znajduje sobie kochanka. Chwile spędzone z nim pozwalają jej zapomnieć o codziennym i smutnym życiu.

Po śmierci męża, Carmen z jednej strony czuje ulgę, z drugiej ma wyrzuty sumienia. Spotkania z kochankiem już nie dają jej takiej satysfakcji, jak kiedyś, stały się rutyną. Zniknęła ekscytująca otoczka czegoś zakazanego i odmiennego, na rzecz zwykłej rozrywki. Kobieta uświadamia sobie, że nigdy nie chciała być niczyją żoną i tak bardzo pragnęła być wolna, że życzyła śmierci swojemu mężowi, który przecież nie zrobił jej nic złego. Była tak zdesperowana, żeby odzyskać wolność, że chciała się go pozbyć. Kiedy Jobe umiera i powinna odetchnąć, ogarnia ją nostalgia. Rozpamiętuje swoje małżeństwo, wciąż wraca do niego myślami. Miała dobrego męża, który nie zasłużył na to wszystko. Nagle okazuje się, że Carmen ma nowotwór piersi, co wcale jej nie dziwi. Wmawia sobie, że to skutek jej myśli i poczynań, kara za grzechy popełnione przeciwko mężowi. Czy kobieta wygra z chorobą? Jak potoczą się jej losy?

Muszę przyznać, że nie spodziewałam się tak dobrej książki. Autorka znakomicie opisuje emocje bohaterki, jej obawy, pragnienia i potrzeby, by czytelnik mógł zrozumieć motywy jej postępowania. Z każdym rozdziałem miałam wrażenie, że znam Carmen coraz lepiej, współczułam jej i analizowałam jej wybory. Powieść Mój na zawsze jest dramatem nieszczęśliwej kobiety, opowieścią o wyrzutach sumienia, poszukiwaniu własnej drogi. To smutna książka o kobiecie, która pomyliła wdzięczność z miłością, przez co nie zaznała szczęścia. Sprzedała swoją tożsamość za możliwość wygodnego życia, które nie daje jej satysfakcji, lecz wciąga jak bagno. Carmen brnie w nie coraz bardziej, nie chce ale nie może się zatrzymać. Życie nie zawsze układa się tak, jakbyśmy tego chcieli, ale nie można robić nic na siłę. Jeśli między ludźmi nie ma porozumienia, to nie pomogą lata wspólnego życia, nie ma na co czekać ani się oszukiwać. Chemia jest od początku, albo wcale. Książka mówi o tym, że pieniądze nie są w życiu najważniejsze, to jedynie chwilowa satysfakcja która nigdy nie zastąpi miłości i domowego ciepła. Uczuć nie da się kupić za żadne pieniądze i nie da się ich niczym zastąpić. Bo to, co najważniejsze w życiu, jest bowiem bezcenne.

Krucha jak lód, Jodi Picoult

krucha jak lódKsiążka Krucha jak lód długo czekała aż po nią sięgnę, może to dlatego, że to ostatnia powieść Jodi Picoult, której nie przeczytałam. Mam nadzieję, że autorka wkrótce wyda kolejną pozycję, bym mogła uzupełnić biblioteczkę i dać się ponieść emocjom, które funduje mi za każdym razem. Gdy zagłębiam się w książki innych autorów, zastanawiam się czy zdołają dorównać Picoult, dotychczas jednak żadnemu się to nie udało. Jest bezkonkurencyjna w wyrażaniu emocji, jedyna w swoim rodzaju, niepowtarzalna. Jakich wrażeń dostarczyła mi tym razem?

Willow, córka Charlotte i Seana cierpi na wrodzoną, ostrą łamliwość kości, wystarczy że się potknie lub kichnie a już pękają. Ma wzrost dwulatki, choć skończyła już pięć lat, wymaga ciągłej opieki. Jej siostra Amelia ma dwanaście lat, ale widzi że jej rodzina różni się od innych. Na każde wakacje rodzice zabierają ze sobą bandaże elastyczne i wodoodporne gipsy, na wpadek gdyby Willow zrobiła sobie krzywdę. Wszyscy się nad nią litują, nikt nie liczy się z uczuciami Amelii. Ich życie jest pełne cierpienia, trudności, ciągłych operacji i rehabilitacji. Pewnego dnia podczas wakacji Willow lamie nogę. Lekarze nie przyjmują do wiadomości, że dziewczynka jest chora, a Charlotte i Sean nie mają przy sobie dokumentów, które by to potwierdzały. Obrażenia wskazują na to, iż nie były to pierwsze złamania, więc lekarze dochodzą do wniosku, że rodzice dopuszczają się przemocy wobec córki. Dziewczynki trafiają do domu zastępczego, a Sean zostaje aresztowany. Charlotte wynajmuje prawnika, który proponuje założenie sprawy o błąd w sztuce lekarskiej przeciwko osobie, która prowadziła jej ciążę. A była nią jej przyjaciółka. Czy Charlotte zdecyduje się na pozew? Jakie to będzie miało konsekwencje?

Pozew z tytułu niedobrego urodzenia powołuje się na to, iż lekarz powinien rozpoznać chorobę podczas ciąży, by matka mogła zdecydować czy chce urodzić dziecko z upośledzeniem, czy usunąć ciążę. Ciężar odpowiedzialności za kalectwo spada wtedy na lekarza. Charlotte chce zapewnić Willow lepszą przyszłość, ale wie że jeśli wniesie taki pozew, może zostać posądzona o to, że jej nie kocha i nie chciała by się urodziła. Nie chce żeby ludzie pomyśleli, że jest samolubna i chodzi jej tylko o pieniądze. Do tego musiałaby pozwać swoją najlepszą przyjaciółkę. To zaszkodziłoby jej reputacji jako lekarza i ich wzajemnym relacjom. Jej mąż, Sean również ma co do tego mieszane uczucia. Ma wyrzuty sumienia że sam nie potrafi zdobyć takiej ilości pieniędzy, która by zapewniła jego córce lepsze życie. Czy jedynym sposobem na to jest walka o odszkodowanie, a jednocześnie udawanie, że nie chciał chorego dziecka?

Autorka porusza temat aborcji, który jest tematem licznych rozważań i dyskusji, budzi wiele kontrowersji i emocji. Bo czy można zniweczyć szansę na zaistnienie nowego życia? Czy wolno odebrać możliwość życiu, które już zaistniało? Gdzie jest granica między akceptacją a odrzuceniem i kto ją wyznacza? Nie jest łatwo odpowiedzieć na te pytania jednoznacznie. Każdy chciałby mieć pewność, że kiedy urodzi się mu się potomstwo, pokocha je miłością bezwarunkową, tymczasem zdarza się że te przekonania wystawiane są na ciężką próbę. Większość z nas powtarza, iż będzie kochać swoje dziecko bez względu na to, jakie się urodzi, ale zdarza się że nie dotrzymujemy słowa. Jedna matka ma chore dziecko, które wymaga nieustającej opieki, nie jest zdolne do samodzielnego życia, ale kocha je nad życie, druga rodzi zdrowego potomka, któremu niczego nie brakuje, a mimo to oddaje go do adopcji. Podobnie jak niektóre matki, które po rozpoznaniu zespołu Downa u płodu, przerywają ciążę, mimo iż tysiące osób z tym upośledzeniem prowadzą długie i szczęśliwe życie. Nikt z własnego wyboru nie chce przerywać upragnionej ciąży, położnik nie ma prawa decydować z jaką chorobą warto żyć, a z jaką nie, ale jego obowiązkiem jest przekazanie matce informacji o wadach płodu, by mogła sama zadecydować czy chce utrzymać ciążę.

Książka Krucha jak lód to poruszająca opowieść o tym, że czasem żaden z wyborów nie wydaje się być tym właściwym, o dylematach moralnych, wyrzutach sumienia i szukaniu sprawiedliwości. Historia o cienkiej granicy między dobrem a złem, o determinacji i walce o lepsze życie dla dziecka, bezwzględnej i za każdą cenę. Czasem mamy inne zdanie niż nasi najbliżsi, ale zawsze powinniśmy ze sobą rozmawiać, nie robić niczego pochopnie lub wbrew sobie, bo to może rozbić naszą rodzinę i nie łatwo ją będzie potem posklejać. Bo jedna decyzja może nieodwracalnie zmienić całe nasze życie. Los wiecznie nas testuje, rzucając nam kłody pod nogi, jakby sprawdzał czy damy radę je pokonać, uporamy się z tym dzięki miłości i szczerości, to one gwarantują w życiu spokój i harmonię. Podczas czytania niejednokrotnie stawiałam się w położeniu bohaterki, zastanawiając się co zrobiłabym na jej miejscu, a czy Wy potraficie odpowiedzieć na te pytanie otwarcie i bez wahania? Zapraszam do lektury, by sobie na nie odpowiedzieć i zmierzyć się z własnymi poglądami.