Cztery pory roku Heleny Horn, Wanda Majer – Pietraszak

helena horn Wanda Majer – Pietraszak jest autorką słuchowisk radiowych, scenariuszy muzycznych, kilku tomików wierszy i opowiadań oraz powieści, będącej jej autobiografią, Czy pani jest żoną tego autora? Nie miałam jednak dotąd okazji zetknąć się z jej twórczością. Szybko się to zmieniło, kiedy zobaczyłam okładkę najnowszej książki pani Wandy Cztery pory roku Heleny Horn. Urzekła mnie bowiem bijąca z niej subtelność i prostota – tył głowy eleganckiej kobiety i sznur pereł odsłaniający dekolt jej pleców. Od razu zaintrygował mnie ten obrazek i chciałam jak najszybciej poznać historię życia tej tajemniczej kobiety. Czy było warto i tym razem intuicja również mnie nie zawiodła?

Helena Horn jest dojrzałą aktorką, która po śmierci męża Jaromira porządkuje swoje życie. Zawsze pochłaniał ją teatr, kariera i miłość do męża. Ma córkę Julię, której poświęcała za mało czasu w dzieciństwie, przez co wyrosła na osobę chłodną i zamkniętą w sobie. Ojciec był zawsze dużo bliższy Julii niż matka. Helena zawsze stała z boku, zajęta teatrem. Jaromir cierpiał przez to, ale nie potrafił tego zmienić. Naiwnie wierzył, że może kobiety zaprzyjaźnią się kiedy Julia będzie starsza, ale nie udało się. Po jego śmierci Julia przenosi się do matki, nie z potrzeby bliskości, lecz by pobyć w miejscu gdzie była szczęśliwa z ojcem.

Helena uwielbia swoją pracę, lecz decyduje się odejść z teatru. Poświęciła jej całe swoje życie i jest już zmęczona, wypalona, musi odpocząć. Czuje smutek lecz równocześnie ulgę, bo wie że decyzja jest słuszna. Jaromir był dla niej wszystkim, robi sobie wyrzuty, że za mało okazywała mu miłość, była zbyt zajęta sobą i teatrem. Po jego śmierci zaczyna się bać publicznych występów, jej kariera nie ma już sensu. Postanawia odejść i zacząć wszystko od nowa. Sprzedaje mieszkanie i przenosi się do Milanówka z przyjaciółką Henryką, która kiedyś była jej suflerką. Kobiety są sobie bardzo bliskie. Przyjaźni się również ze swoim sąsiadem Tomaszem, który od lat kocha Helenę ale nie ma odwagi jej tego wyznać.

Powieść toczy się na przestrzeni czterech pór roku, podczas których nasza bohaterka wspomina swoje życie oraz przybliża nam losy swoich bliskich. Nawiązuje również niewytłumaczalne kontakty z nieżyjącymi dawno rodzicami, którzy wtrącają się w jej życie. Autorka znakomicie opisuje poszczególne relacje Heleny, jej emocje są tak prawdziwe że ma się wrażenie oglądania filmu z udziałem aktorów. Wszystko wydaje się bardzo realne, przez co czytelnik zagłębia się w losy bohaterów całym sobą, chcąc poznać jeszcze więcej szczegółów z ich życia. Muszę przyznać, że historia Heleny mnie oczarowała i skłoniła do refleksji. Pochłonęłam ją w dwa popołudnia, ciekawa zakończenia i tutaj również się nie zawiodłam, bowiem pani Wanda sprawiła, że wybałuszyłam oczy, kiedy ujawniła tajemnicę Heleny.

To refleksyjna i nostalgiczna opowieść o kruchości życia i tym, co nieuniknione. O trudzie przemijania i pożegnaniach. Jednego dnia żyjemy, jesteśmy zdrowi, sprawni, a następnego wszystko może się zmienić, może nas już po prostu nie być. Ktoś nam bliski odchodzi a świat pozostaje niezmiennie na swoim miejscu, jakby nic się nie stało. Jakby nie miało znaczenia to, że jeszcze przed chwilą ktoś był obok nas. A dla nas to przecież ma ogromne znaczenie. Powieść zmusza do refleksji i zadumy, uczy dystansu do pożegnań. To także opowieść o naturalnych kolejach losu, tym że dzieci wkraczając w dorosłe życie, najpierw oddalają się od rodziców, a potem los ich znowu do nich przyciąga. Książkę pani Wandy polecam miłośniczkom historii pełnych emocji, a jednocześnie cieszę się, że mogę polegać na swojej intuicji.

 

Reklamy