Żona senatora, Sue Miller

żona senatora

Nie jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością Sue Miller. W róg mojego regału do tej pory wciśnięta jest książka Podwodny świat, której nawet nie zdołałam doczytać do końca. Znudziła mnie, więc nie podejrzewałam że jeszcze kiedykolwiek będę miała ochotę zakosztować innej powieści tej autorki. Jak się jednak okazuje, dobrze że zmieniłam zdanie.

Do Żony senatora przyciągnęło mnie nic innego, jak kolorowa okładka. Postanowiłam zaryzykować i sprawdzić co kryje wnętrze.

Bohaterki, Meri i Dalia są sąsiadkami, mieszkającymi w bliźniaku. Pierwsza z nich jest młodą mężatką, z krótkim stażem. Spodziewa się dziecka i dopiero uczy roli żony. Druga, żona senatora jest dużo starsza, ma za sobą solidny staż małżeński, lecz jej związek tylko pozornie jest idealny, gdyż mąż zdradza ją od lat. Mimo to ich małżeństwo pozostaje silne i trwałe. Kobiety bardzo różnią się od siebie, prowadzą zupełnie inne życie, lecz zbliżają się do siebie i zaprzyjaźniają. Autorka wciąga nas w prywatne życie obu kobiet, na poszczególnych stronach książki zdradza ich sekrety i słabości.

To historia dwóch małżeństw, tocząca się obok siebie i przeplatająca ze sobą. Historia pięknie opowiedziana – zmysłowo i precyzyjnie, z całym bogactwem uczuć i analizą charakterów. To psychologiczno – emocjonalna opowieść o niełatwych wyborach, zawiłych relacjach międzyludzkich i skomplikowanych układach, na które godzimy się z miłości.

Fabuła nie jest wyszukana i rozbudowana mnogością wątków, wręcz przeciwnie – przyciąga prostotą zwykłych spraw i problemów bohaterek. Zarówno Dalia, jak i Meri analizują swoje życie i małżeństwo, dużo je różni, lecz jedno łączy – obie mają swoje wątpliwości, oczekiwania i tajemnice. Książka nie jest łatwa, ale prawdziwa i momentami brutalnie szczera. Udowadnia, że życie nie jest wyłącznie czarne albo białe, lecz często przybiera przepiękne odcienie szarości, które na pierwszy rzut oka są niedostrzegalne.

Muszę przyznać, że urzekł mnie język autorki, prosty a jednak intrygujący. Dzięki niemu już po paru stronach wiedziałam, że Żona senatora trafi na półkę moich ulubionych książek. Aż dziwne, że pierwsza książka Sue Miller, którą miałam okazję czytać, ani trochę nie przypadła mi do gustu. Mam wrażenie, że napisała ją zupełnie inna osoba. Byłam bardzo ciekawa zakończenia i tego, czy autorka zdoła mnie zaskoczyć. Nie zawiodłam się, udało jej się to znakomicie. Jestem pod dużym wrażeniem. Bardzo cenię sobie książki, które się zamyka ale wciąż myśli o nich. Oto jedna z nich. Polecam.

(Dzięki Aniu.. 🙂

Reklamy