Moja Irlandia, Paulina Maćkowska

moja irlandiaPaulina Maćkowska z wykształcenia jest psychologiem, pracującym z ludźmi chorymi psychicznie. Swoją pierwszą powieść napisała w takcie urlopu wychowawczego mieszkając w Irlandii, w której rozgrywa się akcja książki.

Główną bohaterką jest trzydziestoletnia Maria. Po obronie chciała zostać na uczelni i robić doktorat, a jednocześnie zatrudnić się jako psycholog w szpitalu psychiatrycznym, jednak życie zmusza ją do zmiany planów. Jej ukochany Michał dostaje wymarzoną posadę – wyższe stanowisko, możliwość rozwoju i podwyżkę, ale w Irlandii. Bardzo zależy mu na tej ofercie, ma nadzieję że doświadczenie zdobyte w Irlandii zaprocentuje potem w Polsce lepszymi perspektywami. Maria decyduje się zatem odłożyć swoje plany na później i jechać z nim. Pociesza się, ze to tylko rok, z drugiej strony obawia czy ten okres nie przekreśli jej kariery naukowej. Przed wyjazdem Michała nie układało im się najlepiej, teraz chce dać im ostatnią szansę, jeśli się nie uda – odejdzie. W Irlandii początkowo świetnie im się układa, z czasem jednak zaczęli się od siebie oddalać. Michał cale dnie spędza w pracy, Maria siedzi sama w domu i nie może znaleźć sobie miejsca. Zaczynają się kłótnie, pretensje. Michał nie rozumie, dlaczego ukochanej jest źle, przecież ma wszystko czego potrzebuje – dom, samochód, pieniądze, może nie pracować, tylko cieszyć się życiem. Po jakimś czasie kobieta bierze się w garść, zaczyna wychodzić z domu, zapisuje się na kurs angielskiego i fotografii, poznaje nowych ludzi. Znowu zaczyna być szczęśliwa, pewna siebie, żyje nie z Michałem, lecz obok niego i nie przeszkadza jej to. Do czego to doprowadzi naszych bohaterów? Czy ich związek to przetrwa i będą razem czy jednak rozstaną?

Początkowo język autorki spodobał mi się, po pierwszych paru stronach pomyślałam, że zapowiada się interesująca pozycja, potem jednak się rozczarowałam. Każda kolejna strona nie wnosiła nic nowego, a wręcz mnie nużyła. Maćkowska opisuje szczegółowo każdą czynność wykonywaną przez bohaterów, od momentu wstawania rano z łóżka, przez mycie zębów i picie kawy do ubierania się. To zupełnie niepotrzebne, nie ma wpływu na fabułę. Myślę jednak, że zrobiła to celowo, bo bez tego powieść liczyłaby nie więcej niż sto stron.

Drugą rzeczą, która mnie irytowała były kompletny brak dialogów. Autorka tłumaczy nam o czym rozmawiają ze sobą bohaterowie za pomocą opisów, przez co książkę bardzo źle się czyta. Brakuje zwykłych rozmów, emocji i ekspresji. Drażniły mnie również szczegółowe opisy Irlandii. Każdego dnia nasi bohaterowie najpierw godzinami się szykowali, po czym wyruszali zwiedzać Belfast. Podczas tych wycieczek miałam wrażenie, że czytam przewodnik po Irlandii. Opisy zabytków były za długie i zbędne. Mało tego, na kilkunastu stronach książki widniały ich zdjęcia – czarno-białe i mało wyraźne. Wszystkie te zabiegi miały zapewne być uatrakcyjnieniem czytania, co kompletnie autorce się nie udało.

Debiut Pauliny Maćkowskiej umieszczam na półce książek przeciętnych. Miała fajny pomysł na fabułę, jednak przesadziła z ozdobnikami. Zraziło mnie to do tego stopnia, że nawet nie byłam ciekawa zakończenia, a kiedy do niego dobrnęłam poczułam ulgę, że to już koniec. Książka, by być dobrą, nie musi być długa, wystarczy że będzie prawdziwa i pełna emocji, czego mi tutaj zabrakło najbardziej.