Dom na szczycie klifu, Hannah Richell

dom na szczycie klifu

Doświadczenie nauczyło mnie, by do debiutów literackich podchodzić ostrożnie. Nie wynika to absolutnie z tego, że nie wierzę w umiejętności nowych autorów, lecz z faktu iż przeważająca większość debiutanckich książek okazała się kompletną klapą bądź pozycjami, które niczym się nie różnią od innych. Rynek wydawniczy jest zasypany literaturą po brzegi, mimo to wciąż jej przybywa. Skąd zatem wiedzieć której książce dać się skusić, by uniknąć rozczarowań? Zwykle kieruję się recenzjami, opisem na okładce ale przede wszystkim intuicją. Nie inaczej było z „Domem na szczycie klifu”, gdzie dużą rolę odegrała również okładka. Zdjęcie opuszczonego domu stojącego na skarpie, gdzieś na uboczu sugerowało jakąś tajemnicę, co zaintrygowało mnie do tego stopnia, że zapragnęłam zaspokoić swoją ciekawość i przekonać się jaką zagadkę kryje ów dom.

Kiedy Helen poznała Richarda, czuła że jego rodzice jej nie akceptują. Była w ciąży, a oni podejrzewali że celowo w nią zaszła, chcąc uwieść ich syna. A to przecież ona musiała zrezygnować z marzeń i przerwać studia, nie on. Nawet teraz dwanaście lat później, kiedy jest jego żoną i ma z nim dwie córki Dorę i Cassie, nie potrafi czuć się swobodnie w domu teściów. Nigdy nie poczuła się częścią ich rodziny, bo czuła że nie jest wystarczająco dobrą żoną dla ich syna. Jej córka, Dora pracuje w agencji reklamowej, poznajemy ją gdy wraz z narzeczonym Danem urządza swoje mieszkanie. Dziewczyna dowiaduje się, że jest w ciąży, jednak nie potrafi się tym cieszyć. Prześladują ją wspomnienia z dzieciństwa, kiedy razem z siostrą miały opiekować się młodszym braciszkiem Alfiem. Chcąc zobaczyć odpływ, poszły na odległy koniec plaży, gdzie przez nieuwagę straciły chłopca z oczu. Uznano, że utonął, choć jego ciało nigdy nie zostało odnalezione. By zagłuszyć ból, kobiety zaczynają obwiniać się nawzajem, co doprowadza do rozpadu rodziny. Co naprawdę wydarzyło się na plaży? Kto jest winien śmierci Alfiego i co ukrywa każdy z bohaterów?

Tajemnice odkrywane są stopniowo za pomocą retrospekcji z życia Helen, Cassie i Dory, które przeplatają się z aktualnymi wydarzeniami. Mamy tu do czynienia z pewnego rodzaju spowiedzią, każda z kobiet przyznaje się do winy, wyznaje swoje grzechy zdradzając głęboko ukrywane sekrety. Przez wiele lat wszystkie żyły w poczuciu winy i żalu, obwiniając wszystkich oprócz siebie. Żeby nie myśleć o tym co się stało, Cassie kaleczy się szpilką i sięga po alkohol. Próbuje wszystkiego, by zagłuszyć ból i ponieść karę za to co zrobiła i czego nigdy nie zdołała nikomu wyznać. Dora boi się, że nie uniesie odpowiedzialności bycia matką, ponieważ przez nią dom rodzinny przestał istnieć. Matka nigdy nie wybaczyła jej tego, co się stało, a ona potrzebuje rozgrzeszenia. Chce usłyszeć od Helen, że to nie była jej wina. Tymczasem Helen ma swoją tajemnicę, przez którą ona również czuje się winna. Nie ma jednak odwagi, by ją wyznać. Wie, że powinna okazać córkom współczucie, ale nie potrafi się na to zdobyć, bo to i tak nie przywróci Alfiemu życia. Dom teściów jest dla niej więzieniem, pokutą i osobistym krzyżem, który musi nieść.

To przejmująca opowieść o rozpadzie rodziny, a także o tym jak niedopowiedzenia, kłamstwa i tajemnice mogą zniszczyć życie zarówno nam, jak i naszym bliskim. Udowadnia że nie da się zapomnieć, wymazać przeszłości ale możemy ją zamknąć stawiając jej czoła i zmuszając się do wyznania prawdy. Inaczej kłamstwo nie da o sobie zapomnieć, będzie uprzykrzać nam życie, skutecznie je zatruwając. Powieść Hannah Richell bardzo mnie poruszyła, wzbudziła we mnie wiele emocji i wzruszeń. Sprawiła, że zagłębiając się w losy bohaterów, zapomniałam o całym świecie. Polecam ją wielbicielom Diane Chamberlain i Jodi Picoult, moich ulubionych autorek. Cieszę się, że Hannah Richell dołączyła do tego grona, a jej debiut z przyjemnością umieszczam wśród tych książek, których nie oddam za żadne skarby.

Reklamy