Źle wydrukowane życie, Florentyna Grądkowska

źle wydrukowane zycie

Po literaturę polską sięgam niechętnie, zawsze kiedy mam wybór, wybieram książki autorów zagranicznych. Powód jest prosty – parę razy się zawiodłam, skusiłam na jakiś bestseller, który okazał się kompletną klapą i stratą czasu. Dlatego do książki Florentyny Grądkowskiej podeszłam z ogromnym dystansem, zwłaszcza że to jej debiut literacki.

Autorka jest absolwentką studiów dziennikarskich i komunikacji społecznej. Pochodzi z Gdańska, w którym również umiejscowiła akcję książki. Główni bohaterowie, Lilianna i Maks przyjaźnią się od lat i są nierozłączni. Chodzą do jednej szkoły, gdzie spędzają ze sobą każdą przerwę, po południami odwiedzają się, chodzą na spacery i do kina. Maks ma bogatego ojca, który odziedziczył fortunę po ciotce i dobrze ją zainwestował. Lilka natomiast pochodzi z przeciętnej rodziny. Oboje bardzo różnią się od siebie, jednak nie przeszkadza im to w przyjaźni, świetnie się rozumieją i zawsze mogą na siebie liczyć. Niespodziewanie w środku roku, w ich szkole pojawia się nowy uczeń, Maciek. Jest znanym modelem, rozpoznawanym przez wszystkich, oprócz Lilki. Dziewczyna nie czyta czasopism młodzieżowych, nie wie więc z kim ma do czynienia. Maćkowi podoba się, że choć jedna osoba nie traktuje go jak gwiazdy, dobrze się przy niej czuje i próbuje z nią zaprzyjaźnić.

Z czasem Maks zaczyna oddalać się od Lilki, staje się tajemniczy, nie chce powiedzieć o co chodzi. W końcu mówi, że jego ojciec dostał pracę w innym mieście i musi się przeprowadzić. Dziewczyna jest zrozpaczona, nie wyobraża sobie życia bez Maksa, próbuje go zatrzymać, lecz bezskutecznie. Chłopak szybko się żegna i opuszcza rodzinne miasto. Tymczasem okazuje się, że Maciek zna prawdziwy powód jego wyjazdu..

Książkę czyta się bardzo szybko, napisana jest nieskomplikowanym i przyjaznym językiem. Fabuła również nie należy do zawiłych, na poszczególnych stronach powieści poznajemy perypetie uczuciowe bohaterów, na tle codziennych spraw i obowiązków. Wszystko niby takie proste, a jednak wyjątkowe i przyciągające uwagę. W pierwszej kolejności moją uwagę zwróciły opisy emocji, autorka potrafi pięknie o nich opowiadać. A do tego nie potrzeba przecież wielkich słów. To, że przyjaźń między bohaterami z czasem przerodziła się w miłość, nie zdziwiło mnie, to zjawisko spotykane jest dość często, nie tylko w książkach, ale i w życiu codziennym. Miałam zatem wrażenie, że to ciepła i emocjonalna historia ze szczęśliwym zakończeniem. Ot jedna z wielu, niewyróżniająca się wśród innych. A tymczasem okazało się, że na koniec autorka zafundowała nam gigantyczną bombę, powodując że oczy prawie wyskoczyły mi z orbit. Brawo! Nic już nie jest takie, jakim się wydawało. Takiego zakończenia się nie spodziewałam, za co chylę jej czoła. Zakończenie jest nietypowe, bo otwarte. Pozwala na własną interpretację i zmusza do refleksji. Pozostawia niedosyt, powodując że chcemy poznać dalsze losy bohaterów.

Źle wydrukowane życie to opowieść o tym, jacy jesteśmy bezsilni wobec emocji, które nami targają, a jednocześnie boimy się im ulec. Polecam ją miłośniczkom ciepłych powieści o tym, co w życiu najważniejsze. Z niecierpliwością czekam na kolejną książkę Florentyny, bo dzięki niej po literaturę polską będę sięgać częściej i bez obaw, że mnie rozczaruje.