Frenemy, Dorota Krawczyńska

frenemyPrzyjaźń odgrywa istotną rolę w życiu każdego z nas. Potrzebujemy bliskiej osoby, by czuć jej obecność w zależności od potrzeb. Czasem, by się poradzić, kiedy indziej by się pośmiać i powygłupiać, innym razem by pomilczeć w jej obecności, a niekiedy by się zwierzyć. We współczesnym świecie coraz rzadziej spotyka się prawdziwe, głębokie przyjaźnie. Wynika to z tego, że ludzie są nieufni wobec siebie, zazdrośni, zamknięci w sobie, co powoduje że się izolują, przez co stają się samotni. A prawdziwa przyjaźń powinna być szczera i bezinteresowna, nie na chwilę czy pół gwizdka. Jak zatem rozróżnić tę prawdziwą? Czy ma jakieś cechy szczególne?

Dorota Krawczyńska w powieści Frenemy porusza temat przyjaźni dwóch kobiet: Kaliny i Giny. Obie pracują w ośrodku kultury dla dzieci i młodzieży, są dla siebie przeciwieństwem, lecz dzięki temu świetnie się uzupełniają. Gina jest szybka, nieprzewidywalna i energiczna, zawsze gdzieś pędzi przed siebie, Kalina jest łagodna, wrażliwa i subtelna, zanim cokolwiek zrobi, musi wszystko przemyśleć. Razem natomiast tworzą tandem twórczy – są pomysłowe, oryginalne i pracowite.
Obie kobiety są mężatkami, jednak los bardziej sprzyja Kalinie. Gina długo tkwi w nieszczęśliwym małżeństwie, w końcu jednak decyduje się na rozwód, potem nie ma szczęścia w miłości. Nie przejmuje się tym jednak, na pierwszym miejscu decyduje się postawić karierę, bierze udział w konkursie na dyrektora ośrodka i wygrywa go. Chce zrealizować wszystkie swoje pomysły, stworzyć zgrany zespół oraz najlepszą placówkę w mieście. Z dnia na dzień staje się bezwzględna. Wyznacza Kalinę do wszystkich zadań, tłumacząc tym, że tylko do niej ma zaufanie. Z czasem zaczyna więc między przyjaciółkami dochodzić do spięć w pracy. Gina oczekuje pełnej akceptacji i oddania, nie przyjmuje słów sprzeciwu. Kalina nie raz próbuje ją przekonać, by trochę odpuściła, zwolniła tempo, bo ludzie nie mają już siły. Są przemęczeni, bo cały czas pracują na pełnych obrotach. Gina jednak nie chce tego słuchać. Kalina początkowo posłusznie wykonuje jej polecenia, dopiero tragedia, do której dochodzi otwiera jej oczy i uświadamia, co tak naprawdę jest w życiu ważne.

To opowieść o trudnych relacjach międzyludzkich i niełatwych wyborach, przed którymi życie stawia nas każdego dnia. O manipulacji i tyranii. Czasami bardzo łatwo dajemy się wykorzystywać tłumacząc sobie, że to w imię przyjaźni, że jesteśmy to winni drugiej osobie, tymczasem ona to bezwzględnie wykorzystuje. Krawczyńska udowadnia, jak taka sytuacja może wpłynąć na relacje w pracy i jakie mogę być tego skutki. Pokazuje cienką granicę między dobrem a złem, przyjaźnią a nienawiścią, tym co realne a tym, co niewykonalne. Uświadamia, że słowa uznania, nagrody i pochwały nie mają znaczenia w momencie, kiedy osiąga się je za wszelką cenę, idąc po nie po trupach, nie licząc się z innymi. A zachłanność na sukces i pieniądze nie dają szczęścia, mogą tylko doprowadzić do upadku z piedestału. Bo gdy szybko na niego wchodzimy, jeszcze szybciej będziemy z niego spadać.

Książka na pierwszy rzut oka wygląda bardzo niepozornie, niesie jednak mądre przesłanie, które zawiera już sam tytuł. Frenemy bowiem to (z ang) osoba, która jednocześnie jest czyimś wrogiem i przyjacielem. Sprawia wrażenie, iż stoi po naszej stronie, a jednocześnie jest w stanie wbić nam nóż prosto w serce. To przyjaźń oparta na rywalizacji, która jest wyjątkowo niebezpieczna w pracy. Osobiście nie życzę jej nikomu, mimo to książkę Doroty Krawczyńskiej polecam, zwłaszcza miłośniczkom historii, które mogą przytrafić się każdej z nas.