Język sekretów, Dianne Dixon

język sekretow

Język sekretów to debiut Dianne Dixon, który uważam za bardzo udany.

Bohaterem jest 33-letni Justin, który wraz z żoną i synkiem osiedla się w Kalifornii. Chce tam odnaleźć rodzinę, z którą od dawna nie miał kontaktu. Na cmentarzu obok grobów rodziców jego wzrok przyciąga nagrobek czteroletniego chłopca Justina. Widząc swój grób, nie wierzy własnym oczom. Najpierw podejmuje próbę samobójczą, potem udaje się do psychoterapeuty, by wrócić do wydarzeń sprzed lat. Chce je przeanalizować i zrozumieć. Dzięki pomocy żony, psychologa i prywatnego detektywa, przypomina sobie fakty ze swojej przeszłości.

 Trudno zakwalifikować książkę do jednego gatunku, stanowi bowiem połączenie powieści obyczajowej i psychologicznej z całą gamą intrygujących wątków. To niesamowita opowieść o skomplikowanych relacjach rodzinnych, tajemnicach z przeszłości i zakazanych namiętnościach, które potrafią zatruć całe życie. O pochopnych i błędnych decyzjach dorosłych, które odbijają się na dzieciach, kłamstwie i zemście, miłości i zdradzie, która niszczy to, co stanowi największą wartość w życiu . To również znakomite studium człowieka uwięzionego w pułapce swojej przeszłości, bezradności i wyrzutów sumienia, szukającego zrozumienia, akceptacji i własnej tożsamości.

Książka porusza ważne tematy, stawia trudne pytania, intrygując na każdej stronie. Czytając, zastanawiamy się jak zachowalibyśmy się w podobnej sytuacji, jakie rozwiązanie byśmy wybrali. Każdy rozdział, każda strona zmusza do myślenia. I szokuje. Wielokrotnie musiałam coś czytać dwa razy, nie wierząc w to, co widzę. Bo nie jest to książka, którą można przeczytać szybko i bez emocji, lecz pomału i w skupieniu, by je przemyśleć i wyciszyć. Autorka potrafi bowiem tak zagmatwać fabułę, tak wciągnąć w nią czytelnika, żeby za chwilę zmienić tor, zaskoczyć z zupełnie innej strony, z której kompletnie się tego nie spodziewamy. Wrzuca bombę w najmniej oczekiwanym momencie.

Sięgałam po tę książkę bardzo niepewnie, a tymczasem bardzo mnie zaskoczyła i pochłonęła całkowicie. Już po paru stronach zapomniałam o całym świecie i nie mogłam się od niej oderwać. Wzbudziła we mnie mnóstwo emocji, niejednokrotnie zapierając dech w piersiach. Trzymała w niepewności do końca, bowiem zakończenie poznajemy praktycznie na ostatniej stronie.

Są książki, o których natychmiast się zapomina i te, które nie dają nam spokoju jeszcze długo po przeczytaniu. To właśnie jedna z nich. Nie daje o sobie zapomnieć, zmusza do refleksji i wyciszenia emocji. Na długo pozostanie w mojej pamięci.