Gdzie rzeka kończy swój bieg, Charles Martin

gdzie rzeka konczy swoj biegJak wielka jest siła miłości? Czy jest w stanie pokonać śmierć? Te i podobne pytania zadawałam sobie podczas lektury kolejnej powieści Charlesa Martina. Czy otrzymałam na nie odpowiedź?

Abby i Doss pochodzą z dwóch różnych światów. Ona jest córką senatora, modelką. On jest malarzem, ale ma kłopoty finansowe więc dodatkowo pracuje w barze. Kiedy się poznają, świat przestaje dla nich istnieć. Kochają się, lecz ojciec dziewczyny tego nie akceptuje. Doss pochodzi z innej klasy społecznej, nigdy nie będzie jednym z nich. Dlatego kiedy Doss prosi o rękę Abby, senator nie zgadza się. Chłopak zdaje sobie sprawę , że wszystko poza całkowitym podporządkowaniem się oznacza wojnę z ojcem Abby, ale kocha ją i chce udowodnić że jest jej wart. Nie chce walczyć z jej rodziną, ale nie ma wyjścia, jeśli chce być z ukochaną, musi przeciwstawić się jej ojcu i decyduje się na ślub wbrew jego woli.

Abby od czterech lat choruje. Najpierw miała nowotwór piersi i musiała poddać się podwójnej masektomii , po dwóch latach pojawiły się przerzuty do mózgu. Została poddana przeszczepowi szpiku, lecz jej organizm odrzucił go. Wie, że jest śmiertelnie chora, prosi więc męża żeby spełnił jej największe marzenie, zabrał w podróż po rzece. Mimo, iż odradzają to lekarze, Doss i Abby wyruszają w długą i ryzykowną drogę, pełną przygód i niespodziewanych zwrotów akcji. Co na to jej ojciec?

Autor w znakomity sposób pokazał konflikt pomiędzy zięciem a teściem. Senator od początku gardził Dossem, a ten podziwiał go, nawet na niego głosował. Nie mogą dojść do porozumienia, bo obaj mają silne charaktery, chcą postawić na swoim. Najważniejsze jest dla nich dobro Abby, ale każdy z nich widzi je inaczej, na swój sposób. Senator prosi Dossa, by oddał mu córkę. Wierzy, że skoro doskonale wie, czego potrzebują jego wyborcy, może również decydować za swoich bliskich. Nienawidzi myśli o śmierci, ponieważ jest ona poza jego kontrolą. Jest człowiekiem spełnionym i poważanym, ale wytrąconym z równowagi przez coś, czego nikt nie zdołał pokonać, nawet on. Na wiele rzeczy ma wpływ, lecz na tę nie. Nie jest złym człowiekiem, ma dobre intencje. Bardzo kocha swoją córkę, lecz nie ma pojęcia co jest dla niej najlepsze. Nie potrafi okazać swojej miłości, przez co miota się i nie wie co robić. Kiedy Abby i Doss wyjeżdżają, wysyła po nich prywatny samolot. Pomaga na odległość, bo będąc zbyt blisko, za bardzo cierpi. Doss nie potrafi tego zrozumieć, uważa że senator jest egoista, myśli wyłącznie o sobie. Gdyby chciał być z córką, powinien dążyć do tego wcześniej a nie skupiać się tylko na swojej karierze.

Każdego dnia Abby i Doss walczą z chorobą jak potrafią najlepiej. Kobieta dużo lepiej radzi sobie z myślą, że jej czas dobiega końca, jednak to Doss jest w dużo gorszym położeniu, ma przed sobą cięższą walkę. Bardzo poruszył mnie fragment kiedy Abby mówi mężowi że nie chce żeby żył samotnie i powinien się ponownie ożenić, dając mu listę kobiet, które powinien wziąć pod uwagę. Musiałam kilkakrotnie przerywać czytanie, nie mogąc powstrzymać łez. Abby i Doss bardzo się kochali, kibicowałam im od samego początku i trzymałam kciuki, żeby pokonali chorobę. Życie zawodowe, uroda i pieniądze szczęścia nie dają, bez nich mogli żyć, najbardziej potrzebowali czasu, który w brutalny sposób zabierała im choroba.

To wzruszająca i rozdzierająca serce opowieść o wielkiej miłości, poświęceniu i chorobie. O nadziei, która trzyma przy życiu, daje siłę do walki i nie pozwala się poddać. To jedna z tych książek, o których się nie zapomina. W mojej pamięci pozostanie na długo, w wyjątkowym miejscu, dzięki czemu przyznaję jej miano love story XXI wieku. Książka uświadamia proste sprawy. Wszyscy żyjemy i umieramy, ale tak naprawdę liczy się tylko czas pomiędzy tymi momentami. Powinniśmy wykorzystać go w pełni i jak najlepiej, a przede wszystkim nauczyć się dobrze kochać, w każdych warunkach. Nie oglądać się za siebie, lecz doceniać to, co aktualnie mamy. Bo właśnie to jest istotą życia.

Pomiędzy nami góry, Charles Martin

pomiedzy nami gory

Z twórczością Charlesa Martina spotkałam się już dwukrotnie. Powieść Kiedy płaczą świerszcze nie trafiła w mój gust, przeczytałam ją bardzo szybko, lecz miałam wrażenie że czegoś jej brakowało. Po kolejną Piorun i deszcz sięgałam niechętnie, lecz coś mi mówiło że warto dać autorowi jeszcze jedną szansę. I faktycznie, książka okazała się dużo lepsza od poprzedniej, pochłonęła mnie i zachwyciła do tego stopnia, że odważyłam się umieścić pana Martina w gronie swoich ulubionych autorów i zapragnęłam przeczytać wszystkie jego książki. Kiedy zatem w moje ręce wpadła kolejna, mianowicie Pomiędzy nami góry byłam już spokojna, wiedząc że chwile spędzone z nią będą niezapomniane.

Ben jest chirurgiem, wraca do domu z konferencji medycznej. Na lotnisku w Salt Lake poznaje młodą dziennikarkę Ashley, która spieszy się na swój ślub. Niestety pogoda krzyżuje ich plany i zostają uziemieni na lotnisku. Ben jednak nie daje za wygraną, chce jak najszybciej wrócić do żony. Trafia na prywatne lotnisko i tam wynajmuje awionetkę. Kiedy pilot Grover informuje go, że na pokładzie jest jeszcze jedno miejsce, Ben nie zastanawia się i proponuje je Ashley. W trakcie lotu pilot dostaje ataku serca i samolot rozbija się w górach. Grover umiera a Ben i Ashley są poważnie ranni. Mężczyzna ma połamane żebra i pęknięte płuco, kobieta złamaną nogę i ramię. Wymaga opieki lekarskiej i Ben robi co może, by jej pomóc. Ashley jest zależna od Bena we wszystkim – jedzeniu, poruszaniu się, zdobywaniu pożywienia, załatwianiu potrzeb fizjologicznych. Bez jego pomocy nie jest w stanie zrobić niczego sama. Zdani tylko na siebie, na pustkowiu toczonym stromymi górami, walczą o przetrwanie. Czy znajdą jakiś sposób, by wrócić do domu? Jak skończy się ta tragiczna historia?

Każda z powieści Charlesa Martina charakteryzuje się przesłaniem, które na długo pozostaje w mojej pamięci, nie inaczej było tym razem. Poruszane przez niego tematy mogą początkowo wydawać się banalne, jednak potem okazuje się, że to zagadnienia istotne, niczym wzięte z życia, sprawiające wrażenie autentycznych. Najbardziej poruszyły mnie sceny w których Ben nagrywa dla żony swoje myśli na dyktafon. Dzięki temu czuje jej bliskość. Wspomina jak się poznali, opowiada jej, co przeżywa i jak bardzo za nią tęskni. Nie wyobraża sobie życia bez niej, wie że nie może się poddać, musi być silny dla niej. Kiedy na jaw wychodzi tajemnica Bena, nie mogłam uwierzyć w to czytam, przecierając oczy ze zdziwienia i wzruszenia. Do tej pory akcja książki toczyła się spokojnie, autor zdradzał nam poszczególne fakty krok po kroku, bez pośpiechu, myślałam więc że w takim tempie dotrzemy do finału. Tymczasem zakończenie, jakie nam zafundował wbiło mnie w fotel. Emocje sięgnęły zenitu, a łzy zaczęły mi płynąć po twarzy, utrudniając dalsze czytanie.

Książka bardzo mnie poruszyła, utożsamiałam się z bohaterami, zastanawiając się czy w tak trudnych warunkach, potrafiłabym być równie silna, jak oni. Kibicowałam im z całego serca, z jednej strony chcąc jak najszybciej poznać zakończenie tej historii, z drugiej jednak chciałam delektować się nią jak najdłużej. Martin potrafi pięknie pisać u uczuciach, każde słowo jest tak dopracowane, pełne ciepła i głębi, że sprawia wrażenie najistotniejszego. Niejednokrotnie czytałam jakiś akapit a po chwili znowu do niego wracałam, by napawać się nim ponownie. Gdybym chciała spisać cytaty, które mnie urzekły, musiałabym przepisać całą książkę.

 Pomiędzy nami góry to pełna wrażeń i ciepła opowieść o nadziei i walce o przetrwanie w trudnych warunkach. O niełatwych wyborach i prawdziwej miłości, dla której warto żyć. To piękna i wzruszająca uczta dla duszy, którą polecam miłośnikom powieści powodujących wypieki na twarzy i chwytających mocno za serce.

Piorun i deszcz, Charles Martin

deszcz i piorunCharles Martin jest autorem wielu bestsellerowych powieści, jednak dotychczas miałam okazję przeczytać tylko jedną z nich, mianowicie Kiedy płaczą świerszcze. Zaskoczył mnie sposób, jakim autor posłużył się, by opisać w niej emocje bohaterów. Niemal każdej sytuacji towarzyszą wywody poetyckie i religijne, które początkowo drażniły mnie, z czasem jednak przywykłam do nich a nawet je polubiłam, uznając za charakterystyczne dla Martina. Jednak całości czegoś zabrakło. Z żalem uznałam książkę za dobrą, nie znalazłam w niej bowiem tego, czego szukałam. Czułam niedosyt i nie planowałam kolejnego spotkania z panem Charlesem. Aż do dnia, kiedy nadarzyła się okazja, by sięgnąć po jego kolejną powieść Piorun i deszcz.

Tyler, zwany Kowbojem jest hodowcą bydła. Jego ojciec był policjantem w wydziale narkotykowym, strażnikiem Teksasu. Swoje życie poświęcił pracy, a nie rodzinie, wreszcie dochodzi do wniosku że czas to zmienić i nadrobić zaległości. Mówi Tylerowi, że rezygnuje z pracy a podczas ostatniej akcji zostaje postrzelony podczas napadu na bank. Udaje mu się ocalić życie pewnej kobiecie, lecz sam przy tym ginie. Tyler z dumą przejmuje po nim odznakę. Poświęca się pracy całkowicie, przez co ma coraz mniej czasu dla rodziny. Któregoś dnia zostaje zaatakowany przez ludzi handlarza narkotyków, którego kiedyś wsadził do więzienia. Bandziory podpalają mu samochód i porywają syna Brodiego. To przeważa szalę i żona Kowboja, Andie wyprowadza się, nie chce tak dłużej żyć. Mężczyzna myślał, że gdy czas zagoi rany, wszystko będzie jak dawniej i żona wróci do domu. Ona ma jednak zupełnie inne plany. Zaczyna wypłacać pieniądze z ich konta i wydawać je na zakupy i kasyno. Uzależnia się od leków, zostaje uznana za niepoczytalną i trafia do kliniki odwykowej. Po tych wydarzeniach Tyler składa pozew o rozwód, przewartościowuje swoje życie i rezygnuje z kariery. Niespodziewanie poznaje Sam, kobietę po przejściach, która nie ma dachu nad głową i pieniędzy na lekarstwo dla córki. Poza tym musi uciekać przed człowiekiem, który ją skrzywdził. Tyler proponuje swoją pomoc, co powoduje że ich losy splatają się nieodwracalnie. Lada dzień Andie wychodzi ze szpitala, a byłemu parterowi Sam udaje się namierzyć jej nowe miejsce zamieszkania. Jakie to będzie miało konsekwencje? Przekonajcie się sami.

To opowieść o trudnych decyzjach jakie stawia przed nami los i tym, że czasem wystarczy niewielki gest, by zmienić czyjeś życie. O nadziei na lepsze jutro. Autor stawia wiele pytań, uświadamia z jakimi problemami borykają się członkowie służb mundurowych oraz ich rodziny. Pokazuje dramat Tylera, który zostaje zmuszony postawić na szali swój honor i dobro bliskich. Praca jest dla niego sprawą priorytetową, jest gotowy narazić dla niej swoje życie, nie spodziewa się jednak, że los będzie mu jeszcze kazał stoczyć walkę o własne szczęście. Każdego dnia niesie pomoc innym, wyciąga więc dłoń do nieznajomej kobiety, bo czuje że tak właśnie powinien postąpić. To jego odruch naturalny. Początkowo spłaca w ten sposób swoje długi, z czasem jednak angażuje się coraz bardziej i uświadamia, że wziął na siebie odpowiedzialność za los Sam i jej córeczki.   

Muszę przyznać, że kompletnie się tego nie spodziewałam. Od pierwszej strony książka mnie wciągnęła i pochłonęła do tego stopnia, że zapomniałam przy niej o całym świecie. Wątek miłosny przeplata się z kryminalnym, mamy tu niespodziewane zwroty akcji, chwile grozy i dramatyzmu oraz te, które chwytają ze serce i ściskają je ze wszystkich sił. Cały wachlarz emocji w jednej historii. Dałam się jej porwać bez wytchnienia, z wypiekami na twarzy i wybałuszonymi oczami, a jak tylko skończyłam, miałam ochotę zacząć jeszcze raz, by móc znów się nią delektować. Każda strona, każde zdanie skonstruowane jest z taką precyzją, że nie sposób się oderwać. A zakończenie powala na podłogę. Martin naprowadza na nie, sugeruje czego możemy się spodziewać, a w ostatniej chwili okazuje się, że zaplanował coś zupełnie innego, niż oczekiwaliśmy. I robi to parokrotnie. Ten genialny zabieg powoduje jeszcze większą ciekawość oraz niecierpliwość, która w moim przypadku sięgnęła zenitu. Kiedy po raz drugi nie udało mi się odgadnąć zamiarów autora, musiałam wziąć dwa głębokie wdechy i mocno się powstrzymywać żeby nie obgryźć sobie wszystkich paznokci. Genialna książka. Mam ochotę krzyknąć: „jeszcze” i od razu zabrać się za kolejną powieść pana Martina, lecz obawiam się że jutro mogłabym zapomnieć pójść do pracy lub mieć kikuty zamiast palców. Zatem odczekam chwilę w myśl zasady, że przyjemności trzeba sobie dawkować stopniowo..

Dostałam w tej powieści wszystko to, czego zabrakło mi w poprzedniej, nie sposób przejść obok niej obojętnie. Polecam i gwarantuję, że nie będziecie żałować.