Potrzebuję cię, Beth Wiseman

ptrzebuje cieBeth Wiseman jest amerykańską pisarką powieści obyczajowych, czyli gatunku który czytuję najczęściej, jednak jej nazwisko było mi dotąd obce. Do przeczytania jej książki Potrzebuję cię skusiła mnie okładka, z której patrzy na nas pewna kobieta. Nie uśmiecha się, jest poważna. Niby zwykła, przeciętna twarz jakich wiele, lecz coś sprawiło, że przyciągnęła mój wzrok na dłużej, mianowicie jej spojrzenie. Jest przenikliwe i sugeruje, iż dużo przeszła. Zaintrygowało mnie to do tego stopnia, że zapragnęłam poznać jej historię.

Darlene jest żoną Brada, z którym ma trójkę dzieci. Po latach życia w Houston małżonkowie mają dosyć miasta i marzą, by przenieść się na wieś. Remontują dom po dziadkach i planują przeprowadzkę. Pochłania ona większość oszczędności, ale to nie martwi Brada, najważniejsze że jego żona jest szczęśliwa. Sam chce utrzymać rodzinę i zapewnić swobodę finansową Darlene, by mogła spełnić wszystkie swoje marzenia. Pracuje w biurze podatkowym, bierze wszystkie nadgodziny, pracuje dużo i do późna. Ponadto szef kusi go perspektywą awansu więc nie może go zawieść.

Marzeniem Darlene jest natomiast podjęcie pracy na niepełny etat. Wychodząc z domu, ma nadzieję poznać więcej ludzi. Od lat zajmowała się rodziną i domem, potrzebuje czegoś więcej, poza tym dzieci są już duże, nie potrzebują jej. Zatrudnia się jako pomoc nauczycielska w szkole specjalnej, będzie się zajmować dziewczynką Carą, która ma autyzm. Rzetelnie wykonuje swoje obowiązki, profesjonalnie zajmuje się Carą, niestety cierpi na tym rodzina kobiety. Któregoś dnia po powrocie do domu znajduje córkę Grace całą zakrwawioną. Sama się okaleczyła i pocięła uda żyletką. Brad zarzuca żonie, że to jej wina, co powoduje że małżonkowie oddalają się od siebie. Darlene podejrzewa męża o zdradę, a nią zaczyna się interesować ojciec Cary – Dave. Do czego to wszystko doprowadzi? Jaki finał będzie miała ta historia?

Książkę czyta się bardzo szybko, napisana jest prostym i przyjaznym językiem. Autorka podkreśla istotę duchowości i wiary w Boga. Bohaterowie są niemal idealni – modlą się przed każdym posiłkiem, zaśnięciem i po przebudzeniu, najważniejsze jest dla nich szczęście bliskich, miłość, wyrozumiałość i bezpieczeństwo. Każda strona przepełniona jest poetyckimi i religijnymi odnośnikami, z czym spotkałam się już u Charlesa Martina, więc nie byłam zaskoczona, wręcz na to przygotowana. Powieść Beth Wiseman, podobnie jak pozycje Martina, została wydana przez wydawnictwo WAM, które jest katolickie, więc wywody religijne nie powinny dziwić kogoś, kto miał już wcześniej z nim do czynienia. Niestety jednak temat wiary i duchowieństwa budzi w naszym kraju dużo kontrowersji, stąd moje obawy iż może to odstraszyć niektórych czytelników. Dla innych może natomiast okazać się atutem, tak jak dla mnie. Dzięki wywodom religijnym spojrzałam na parę spraw z zupełnie innej strony.

Zawiodłam się jednak na fabule książki. Autorka wykreowała oryginalne osobowości, zagłębiałam się w ich losy i psychikę z przyjemnością i ciekawością, mimo to przyznaję, że czekałam na jakieś elementy dramatyzmu, akcji, coś co potrząsnęłoby bohaterami i sprawiło, że wreszcie zacznie się coś dziać, przynosząc ulgę, że miałam na co czekać. Tak się jednak nie stało. Całość jest cukierkowa i bajkowa, przez co zrobiła się nudna. I mimo tego, że rodzina przeżywa tragedię, zostaje ona bardzo spłycona. Podsumowując, rozczarowała mnie ta książka, co nie znaczy że nie urzeknie miłośniczek lukrowych powieści o miłości i przebaczeniu. Nie dołączę do nich, lecz z przyjemnością pozostanę wierna głębszej literaturze.

Reklamy