Stosunki mega przerywane, Beata Kiecana

stosunki

Jak daleko można się posunąć w imię miłości do ukochanego mężczyzny? Czy można budować szczęście, krzywdząc innych? Takie pytania nasuwają się po przeczytaniu debiutanckiej książki „Stosunki mega przerywane” Beaty Kiecany. Czy autorce udaje się udzielić na nie odpowiedzi?

Bohaterką powieści jest Beata, ma 32 lata i trzyletnią córkę Melę. Poznajemy ją w momencie kiedy odchodzi od Romka, wynajmuje mieszkanie i zaczyna nowe życie. Ma trzy przyjaciółki – Bridget, Martę i Margo, z którymi spędza każdą wolną chwilę. Podczas wspólnego wyjazdu na Mazury, Beata poznaje szwagra Margo, Borysa. Mężczyzna ma świetne podejście do dzieci, dobrze dogaduje się z Melą, dziewczynka bardzo go lubi. Beata i Borys dużo rozmawiają, z czasem zaprzyjaźniają się. Na kursie prawa jazdy, nasza bohaterka poznaje Andrzeja, który jest instruktorem. Ma żonę i dziecko, mimo tego zaczyna interesować się Beatą. Ona początkowo opiera się, nie chcąc rozbijać jego małżeństwa, potem jednak zaczyna jej na nim zależeć i daje się ponieść uczuciu. Andrzej natomiast jest rozdarty, z jednej strony kocha żonę, jest z nią szczęśliwy, z drugiej chce być z Beatą. Gdyby chciał rozwieść się z żoną, nie byłoby to takie proste. Jest świadkiem Jehowy i po czymś takim zostałby wykluczony ze zboru. Beata rozumie to i czeka cierpliwie na jego decyzję, jednocześnie próbując wyswatać sąsiadkę z Borysem. Jak potoczą się losy Beaty i Andrzeja?

Do przeczytania książki zachęciła mnie okładka. Uciekająca przed czymś kobieta i upuszczony parasol zaintrygowały mnie i sprawiły, że zapragnęłam poznać ich historię. Miałam nadzieję że to zapowiedź dobrej literatury obyczajowej, tymczasem wnętrze bardzo mnie rozczarowało. Zacznę od treści, która już bardziej banalna być nie może. Mamy tu do czynienia z klasycznym trójkątem – mężczyzną, jego żoną i kochanką, bo chyba inaczej nazwać głównej bohaterki nie można. Zarówno ona, jak i małżonkowie cały czas się miotają i nie wiedzą czego chcą – kłócą się, rozstają, żeby zaraz z powrotem do siebie wrócić i zacząć wszystko od początku. Andrzej denerwował mnie swoją niekonsekwencją i zaborczością. Jednego dnia opowiadał jak bardzo jest zakochany w żonie, a następnego już kochał Beatę, nie potrafił odejść od rodziny, a jednocześnie był chorobliwie zazdrosny o to z kim spotyka się ta druga. Mimo to, postać Beaty irytowała mnie najbardziej. Początkowo Andrzej wcale jej się nie podobał, a potem nagle była zakochana po uszy. Poza tym nie dość, że związała się z żonatym mężczyzną, to jeszcze udawała męczennicę i stawiała mu warunki. Miałam ochotę potrząsnąć nią, by się w końcu opamiętała.

Powieść czyta się bardzo szybko, poświęciłam jej zaledwie trzy godziny. Napisana jest prostym językiem, lecz całość jest bardzo chaotyczna, co utrudnia czytanie. Składa się z rozdziałów i krótkich podrozdziałów, z którymi autorka zdecydowanie przesadziła, niektóre są zaledwie kilkuwersowe. Każdy z nich zawiera nową myśl, nowe wydarzenie z życia bohaterów, a fakt że każdy podrozdział nagle się urywa, powoduje że ciężko się połapać. Bohaterowie są na Mazurach, za chwilę z powrotem w domu, po czym znowu na urlopie. Nie wiem co autorka chciała osiągnąć, stosując taki zabieg, jednak z pewnością nie ułatwiło to odbioru. Mnie nawet zraziło do tego stopnia, że było mi wszystko jedno czy poznam zakończenie, czy też nie.

„Stosunki mega przerywane” to opowieść o wyborach, których dokonujemy po wpływem chwili, a potem długo żałujemy, bo nie są takie, jakimi się wydawały. O toksycznych związkach i tym, że każda zmiana w życiu jest potrzebna, bo uczy nas czegoś nowego. To książka lekka, ocierająca o naiwność, wierzę jednak że mimo to znajdzie grono swoich wielbicieli.