W imię miłości, Jodi Picoult

w imię miłościJak daleko jesteśmy skłonni się posunąć w imię miłości do drugiego człowieka? Czy mamy prawo sami wymierzać sprawiedliwość? Nie jest łatwo odpowiedzieć na te pytania jednoznacznie. Często jesteśmy przekonani, że potrafimy panować nad własnymi emocjami, nie damy się wytrącić z równowagi, ale czy jesteśmy w stanie przewidzieć swoje zachowanie, gdy ktoś skrzywdzi bliską nam osobę?

Nina Frost jest prokuratorem, prowadzi postępowania w sprawach dotyczących przemocy w rodzinie. Uwielbia swoją pracę i jest jej całkowicie oddana. Stoi na straży prawa, walczy o sprawiedliwość i chroni niewinne dzieci. Za każdym razem stara się zrobić wszystko co w jej mocy, żeby doprowadzić do skazania sprawcy, jednak w ciągu siedmiu lat pracy udało jej się to zaledwie parę razy. Prawo jest bowiem tak skonstruowane, że w większości przypadków oskarżony zostaje uniewinniony. Kiedy zatem synek Niny, Nathaniel pada ofiarą molestowania seksualnego, kobieta postanawia zrobić wszystko, by uchronić go przed postępowaniem procesowym. Doskonale zdaje sobie sprawę z niedoskonałości wymiaru sprawiedliwości oraz przez co Nathaniel będzie musiał przejść, dlatego ogarnięta rozpaczą i chęcią zemsty, postanawia sama ukarać człowieka, który go skrzywdził i zabija go. Ten desperacki krok powoduje, że teraz ona będzie musiała stanąć po drugiej stronie barierki w sądzie, oskarżona o morderstwo. Czy przyzna się do winy? Jaki to będzie miało wpływ na jej rodzinę?

Autorka potrafi doskonale grać na emocjach czytelnika. Przeczytałam większość jej książek i muszę przyznać, że za każdym razem zastanawiam się jakie emocje mi zafunduje i czy zdoła mnie kolejny raz zaskoczyć, po czym przekonuję się, że jak najbardziej. Nie inaczej było tym razem. Historia, którą nam przedstawiła mocno chwyciła mnie za serce. Analizowałam ją krok po kroku, zastanawiając się, jak ja zachowałabym się na miejscu Niny. Każdego dnia życie stawia nas przed wyborami, mniejszej bądź większej wagi, których dokonujemy przekonani, iż znamy siebie i swoje zasady. Ale czy jesteśmy w stanie przewidzieć swoje zachowanie w sytuacji, gdy ktoś krzywdzi bliską nam osobę? Czy potrafilibyśmy stać po prostu z boku i czekać na decyzję sądu?

Książki Picoult zwykle są napisane z kilku punktów widzenia, tym razem również, jednak „W imię miłości” posiada nietypową narrację. To, czego doświadcza Nina poznajemy z jej punktu widzenia – w pierwszej osobie, natomiast przeżycia pozostałych bohaterów przybliża nam narrator w trzeciej osobie. Nie umniejsza to jednak jakości odbioru, raczej w ciekawy sposób odróżnia powieść od pozostałych. Książka niesamowicie wciąga, gdybym nie musiała, nie oderwałabym się od niej ani na chwilę, tylko przeczytała ją od deski do deski. Jak łatwo przewidzieć, historia kończy się rozprawą sądową, jednak po drodze nasza bohaterka musi się zmierzyć z nieoczekiwanymi przeciwnościami losu. Niebywała ilość zwrotów akcji powoduje, że kiedy już nam się wydaje, iż wiemy co będzie dalej, autorka zbacza z kursu i zaskakuje nas z zupełnie innej strony. Brawo, pani Picoult, udaje się to pani za każdym razem. A zakończenie jak zwykle zaskakuje. Jestem pod ogromnym wrażeniem i życzę sobie więcej takich książek, bo właśnie takich emocji poszukuję w literaturze.

W imię miłości to niezwykle poruszająca i nasycona emocjami opowieść, która pokazuje ile człowiek jest w stanie poświęcić dla bliskiej mu osoby. To przede wszystkim historia o ogromnej miłości matki do dziecka, ale także o miłości męża do żony, która zostaje wystawiona na wielką próbę. Jodi Picoult jak mało kto potrafi pisać o sprawach trudnych i bolesnych, ale istotnych, mogących przydarzyć się każdemu z nas, zmusza do myślenia, otwiera oczy i nie pozwala przejść obojętnie obok ludzkich tragedii. A mogą mieć one miejsce tuż obok nas, za naszą ścianą. Warto zatem mieć oczy otwarte. Polecam książkę wszystkim wielbicielom Picoult, a tym, którzy jej jeszcze nie znają gwarantuję, że po przeczytaniu tej książki, będziecie fanami jej twórczości, jak ja.

Reklamy

Zatoka o północy, Diane Chamberlain

zatokaPierwszą książką Diane Chamberlain, którą przeczytałam było Prawo matki. Trafiła w moje ręce zupełnie przypadkowo, lecz pochłonęłam ją jednym tchem i już od pierwszej strony wiedziałam, że będzie to jedna z tych książek której nie zapomnę i nie oddam za żadne skarby. Zaraz po niej kupiłam kolejne książki autorki, które tylko upewniły mnie w przekonaniu że właśnie takiej pisarki szukałam od dawna. Od tej pory przeczytałam wszystkie jej powieści i umieściłam w wyjątkowym miejscu, mianowicie – półce moich ulubionych książek, zatem kiedy w księgarni pojawiła się Zatoka o północy, wiedziałam że muszę ją mieć.

Bohaterkami powieści są trzy siostry – Julie, Isabel i Lucy. Kiedy dorastały, każde lato spędzały w letnim domu dziadków, który sąsiadował z domem rodziny Chapmanów. W dzieciństwie Julie spędzała czas z Ethanem, lecz potajemnie podkochiwała się w Nedzie, z którym spotykała się Isabel. Pewnego wieczoru w wyniku intrygi i nieporozumienia, w tajemniczych okolicznościach Isabel ginie. Julie jest przekonana, że to Ned zabił jej siostrę, jednak do więzienia trafia nie on, lecz jej czarnoskóry znajomy, George.

Przez wiele lat Julie obwinia się o śmierć siostry, żyje jak pustelnica, boi się nieszczęść jakie mogą spotkać jej bliskich. Temat Isabel stanowi temat tabu, w rozmowach z matką i siostrą, kobieta nie porusza go. Ma córkę Shannon, w stosunku do której jest nadopiekuńcza, chce jej w ten sposób zapewnić bezpieczeństwo. Pewnego dnia odwiedza ją córka Ethana i pokazuje list napisany przez Neda, który twierdzi że karę za śmierć Isabel poniosła niewłaściwa osoba. Jest śmiertelnie chory, ale chce by sprawa została wyjaśniona. Śledztwo zostaje wznowione, rodzina musi ponownie zmierzyć się z tragedią, a na światło dzienne wychodzą długo skrywane tajemnice..

Mimo tego, że w powieści pojawia się morderstwo, nie jest to typowy kryminał. Autorka w głównej mierze skupia się na emocjach bohaterów, za co cenię ją najbardziej. Historia przedstawiona jest z perspektywy trzech kobiet: Julie, Lucy i ich matki, co genialnie odzwierciedla emocje każdej z nich, sprawia że możemy je przeanalizować i zrozumieć. To, co bohaterowie przeżywają obecnie, doskonale przeplata się z wydarzeniami z przeszłości, scalając fabułę w jedną całość, która aż kipi od emocji. Ich losy są tak realne, że sprawiają wrażenie autentycznych. Zagłębiając się w nie, miałam wrażenie że obserwuję życie prawdziwych, zwykłych ludzi, z którymi mam do czynienia na co dzień – spotykam ich na ulicy lub znam osobiście.

Po raz kolejny Diane Chamberlain udowodniła, że posiada ogromny potencjał i talent literacki. Powieść niesamowicie mnie poruszyła i wciągnęła, co sprawiło że nie mogłam się od niej oderwać ani na chwilę, a po przeczytaniu długo nie mogłam przestać o niej myśleć. Zatraciłam się w tej historii całkowicie, żal mi było rozstać się z bohaterami i analizowałam wszystko od początku. To niesamowite, że za każdym razem staram się przewidzieć zakończenie, jednak autorka potrafi tak odwrócić moją uwagę, że finał wprawia mnie w zdumienie. Z uśmiechem stwierdzam, że i tym razem jej się to udało, przez co czuję niedosyt i najchętniej od razu sięgnęłabym po kolejną książkę.

To znakomita opowieść o skomplikowanych relacjach międzyludzkich, demonach przeszłości i tajemnicach, które mogą pozostawać uśpione przez lata, a potem nagle wypływają na powierzchnię, by o sobie przypomnieć. I wtedy już nic nie jest takie, jakim się wydawało. O sekretach rodzinnych, które są niczym drzazgi, ranią głęboko od wewnątrz i nie pozwalają normalnie żyć. Autorka uświadamia nam, że szczerość powinna być fundamentem każdej rodziny. Trzeba mieć odwagę przyznać się do błędu, nie omijać trudnych, drażliwych tematów, bo same nie znikną, jedynie zawisną nad naszymi głowami, rzucając cień na nasze dalsze życie. Podsumowując dodam, że gdybym miała odpowiedzieć na pytanie, co bym zmieniła w tej książce, odpowiedź brzmiałaby – nic. Dla mnie majstersztyk, a Wy przekonajcie się sami.

 

Sześć strun, Małgorzata Karlińska

sześć strunCzasy, w których żyjemy zostały zdominowane przez Internet – w sieci robimy zakupy, szukamy pracy, planujemy urlop i nawiązujemy kontakty. Poznajemy nowych ludzi i odnawiamy zerwane znajomości. Czy ktoś nie zna portalu Nasza klasa czy Facebook? Jestem pewna, że każdy choć przez chwilę miał tam konto i skuszony możliwością odnalezienia znajomych zarywał noce, przeglądając ich profile.

Marek, bohater powieści Sześć strun Małgorzaty Karlińskiej, dobiega pięćdziesiątki. Ma żonę Kaśkę, dwie córki i wnuczkę, jednak jego życie nie ułożyło się tak, jak sobie wymarzył. Jego żona jest alkoholiczką, ma nastroje depresyjne. Przeszła już dwie terapie, ale nie przyniosły rezultatów. Po powrocie znowu sięga po alkohol, do tego próbuje samobójstwa. Marek już nie ma siły, ucieka w pracę. Jakiś czas temu małżonkowie przestali się dogadywać, potem to narastało, a śmierć syna, zamiast scalić ich uczucie, sprawiła że jeszcze bardziej się od siebie oddalili. Któregoś dnia córka namawia Marka, by założył konto na portalu „Nasza klasa”. Mężczyzna początkowo jest temu przeciwny, jednak potem daje się przekonać. Ma nadzieję odnaleźć swoją dawną miłość, Matyldę, lecz bezskutecznie. Z czasem grono jego znajomych się powiększa, brakuje tylko Matyldy. Zrezygnowany przestaje szukać, a zaraz potem dostaje od niej wiadomość. Mężczyzna nie może w to uwierzyć, jest podekscytowany i bardzo szczęśliwy, Matylda również. Od tego czasu piszą do siebie parę razy dziennie, rozmawiają przez telefon. Zbliżają się do siebie i planują spotkać.

W młodości Marek nie mógł się zdecydować czy wybrać Kaśkę, czy Matyldę. Ostatecznie ożenił się z Kaśką, a Matyldzie złamał serce. Teść załatwił mu pracę, obiecał mieszkanie, o którym Marek mógł tylko pomarzyć. Jednak po ślubie mężczyzna nie jest szczęśliwy, zaczyna żałować że nie jest z Matyldą. Wie, że nie może od razu odejść od żony, musi pozwolić jej najpierw dojść do siebie po terapii odwykowej. Zaraz potem rozwiedzie się i zacznie nowe życie z Matyldą. Wreszcie umawia się z nią na spotkanie, ale nie zjawia się na nim. Co ona na to? Czy zdoła mu to wybaczyć i będą mogli nareszcie być razem? A może Marek stchórzył?

Autorka porusza znany i popularny temat, w dobie Internetu historia Marka mogłaby wydarzyć się naprawdę. To, co przeżywają bohaterowie obecnie, przeplata się z przeszłością, dzięki czemu śledzimy ich losy od czasów szkoły aż do teraźniejszości, analizujemy ich zachowania i towarzyszące im emocje. To opowieść o miłości, tęsknocie i cierpieniu. O trudnych wyborach, które stawia przed nami los. Często mamy problem z podjęciem decyzji, a kiedy wreszcie dokonujemy wyboru, okazuje się, że nie tego chcieliśmy, mogliśmy zrobić inaczej. Żałujemy, lecz jest za późno i musimy ponieść tego konsekwencje.

Książkę przeczytałam bardzo szybko, napisana jest prostym i przyjaznym językiem. Jednak główny bohater bardzo mnie denerwował. Można być rozdartym w młodości i żałować swoich decyzji ale żeby trzydzieści lat być z kobietą, której się nie kocha i wzdychać do innej? Skoro nie był szczęśliwy z żoną, ale udało mu się znaleźć dawną miłość, która chce z nim być to powinien skakać ze szczęścia i biec do niej w podskokach, a nie dalej się umartwiać. Momentami miałam ochotę udusić Marka za jego niezdecydowanie, albo dać kopa by się wreszcie opamiętał. Mimo tego byłam ciekawa jak skończy się ta historia. Na koniec wspomnę, że autorka pogmatwała losy bohaterów do tego stopnia, że oprócz własnych emocji, musieli jeszcze zmierzyć się z tragedią, którą im zafundowała. Szczegółów nie zdradzę, a książkę polecam miłośniczkom historii obyczajowych, o życiu, cierpieniu i miłości.