Jezioro cierni, Magdalena Zimniak

jezioro cierniMagdalena Zimniak jest autorką kilku książek, kilkunastu opowiadań i laureatką licznych konkursów literackich. Do tej pory nie miałam okazji poznać jej twórczości, jednak po przeczytaniu opisu książki Jezioro cierni postanowiłam to zmienić i nadrobić zaległości. Nie wiedziałam czego mogę się po niej spodziewać, lecz zaintrygowała mnie do tego stopnia, że zapragnęłam jak najszybciej zaspokoić swoją ciekawość.

Kate Robertson jest matką dziewiętnastoletniego Petera i żoną Stephena. Od dwudziestu lat mieszka pod Waszyngtonem, lecz urodziła się w Polsce. Źle się jednak z tym czuje i wstydzi swojego pochodzenia. Peter wypytuje matkę o przeszłość, lecz ona nie chce o niej rozmawiać. Chłopak chce poznać swoje korzenie, zaczyna się interesować Polską, a niewytłumaczalna postawa matki jeszcze bardziej wzmaga jego fascynację. Z czasem zaczyna uczyć się polskiego i planować wyjazd do ojczystego kraju matki. Kate jest zdziwiona, nie utrzymuje z rodziną w Polsce żadnych kontaktów i wolałaby żeby syn również jej nie szukał. Twierdzi, że powodem była kłótnia z ojcem, lecz Peter nie wierzy w to, czuje że matka nie mówi mu prawdy. Kiedy wyjeżdża do Polski, Kate zadręcza się wspomnieniami, modli, by syn nie poznał prawdy. Co ukrywała przed najbliższymi przez te wszystkie lata? Czy kiedy Peter pozna prawdę, będzie w stanie żyć jak dawniej?

To znakomita opowieść o tajemnicach rodzinnych, tych uśpionych i skrywanych latami, a także o tym, że nie da się uciec od przeszłości, bez względu na to jak byśmy się starali. Nie da się jej wymazać, skreślić ani wykasować, zawsze przypomni o swoim istnieniu. Niejednokrotnie wydaje nam się, że ją przechytrzymy, tymczasem to ona zawsze gra nam na nosie i udowadnia, że się myliliśmy. To również opowieść o walce z własnymi demonami i ogromnej miłości, która zostaje wystawiona na wielką próbę. Jest w stanie przetrwać przeciwności tylko, jeśli jest szczera i prawdziwa.

Autorka porusza trudne tematy i radzi sobie z tym doskonale. Pokazuje jak boleśnie mogą nas zranić kłamstwa, zwłaszcza jeśli dostarczają nam ich najbliżsi, po których nigdy byśmy się tego nie spodziewali. Udowadnia również, jak wielką siłę w życiu mają niedopowiedzenia, błędne wyciąganie wniosków z wydarzeń, których doświadczamy. Często pod wpływem chwili, czy emocji zdarza nam się coś źle zinterpretować i tkwimy przy tym przez lata, nie dopuszczając do siebie żadnych wyjaśnień i argumentów, że się mylimy. A potem okazuje się, że prawda jest zupełnie inna.

Książka wciągnęła mnie do tego stopnia, że nie mogłam się oderwać do ostatniej strony. Autorka genialnie buduje napięcie, zdradzając poszczególne fakty stopniowo, dawkując je w sposób precyzyjny i bardzo przemyślany. Kilka wątków przeplata się ze sobą, urywając w najbardziej kulminacyjnym momencie, co wzmaga chęć czytania i powoduje wypieki na twarzy. Mistrzostwo! Jestem pod ogromnym wrażeniem, nie spodziewałam się że książka zrobi na mnie aż takie wrażenie. Bez zastanowienia sięgnę po kolejne pozycje autorki, wiedząc że mnie nie zawiedzie.

Reklamy

Utracona córka, Lucy Ferris

utracona córkaLucy Ferris jest autorką licznych powieści, jednak na polskim rynku dotychczas ukazała się tylko jedna z nich, mianowicie Utracona córka. Do nowości wydawniczych podchodzę zawsze z dystansem, sięgam po nie niechętnie i tylko, jeśli zaintryguje mnie opis książki, jej okładka lub recenzja. W tym przypadku moją uwagę przyciągnęło zdjęcie zamyślonej dziewczynki, jej smutne spojrzenie sugerowało, że będzie to poruszająca historia.

Brooke jest szczęśliwą mężatką, ma córkę Meghan. Jej mąż Sean usilnie namawia ją na drugie dziecko, lecz kobieta nawet nie chce o tym słyszeć. Swoją niechęć tłumaczy tym, że w ciąży źle się czuła, musiała leżeć. Lekarze ją uspokajają, twierdząc że nie ma ryzyka, iż sytuacja się powtórzy, lecz Brooke jest nieugięta. Do miasta niespodziewanie przyjeżdża jej znajomy sprzed lat, Alex. Zaczynają się spotykać, wspominać dawne czasy i okazuje się, że dużo ich łączy. Stopniowo poznajemy fakty z przeszłości i tajemnicę, którą oboje ukrywali przez piętnaście lat. Spotykając się z Alexem, Brooke próbuje wyjaśnić to, co wydarzyło się kiedy byli jeszcze parą, Sean natomiast podejrzewa żonę o romans.

Z czasem poznajemy drugą historię. Josef ma trzy córki, jedna z nich Louisa jest upośledzona. Podczas ulewy znajduje dziecko, nazywa je Najdą, postanawia dać jej dom i traktować jak własną córkę. Dziewczynka jest niepełnosprawna, prawą stronę ciała ma niemal całkowicie sparaliżowaną, mówi ale bardzo powoli. Mimo to jest bardzo bystra, zdolniejsza od swoich rówieśników. Źle się czuje w szkole, marzy by ją zmienić na inną.

Historie zaczynają się przeplatać ze sobą, tworząc jedną całość, która jest wyjątkowo spójna i chronologiczna. Dzięki temu stopniowo znajdujemy odpowiedzi na wszystkie dręczące nas wątpliwości i pytania. Język i styl autorki sprawiają, że książkę pochłania się błyskawicznie, z jednej strony chcąc jak najszybciej poznać zakończenie, z drugiej delektować się nią powoli, smakując każdą stronę, każde zdanie bez pośpiechu. I mimo tego, że dosyć szybko domyśliłam się, co łączy obie historie, nie odebrało mi to przyjemności czytania. Rozkoszowałam się nią do końca, a kiedy przewróciłam ostatnią stronę książki, z żalem odkładałam ją na półkę.

To poruszająca i szczera aż do bólu opowieść o tym, że przeszłości nie da się wymazać, ani od niej uciec, zawsze nas dopadnie, dogoni w najmniej oczekiwanym momencie i przypomni o swoim istnieniu. Jak kula u nogi, która będzie się za nami ciągnąć w nieskończoność, uprzykrzając nam życie. Czasami wydaje nam się, że można ją wymazać, skasować, udawać że nie istnieje, ale wtedy zderza się z nami, uświadamiając jak bardzo się myliliśmy. Polecam książkę miłośnikom trudnych tematów, silnych emocji i zaskakujących sytuacji, z niecierpliwością czekając na kolejne powieści Lucy Ferris.